W „Bili” znów zabrzmiał blues [ZDJĘCIA]

Maciej R. Hoffmann
W piątkowy wieczór, 1. marca, Krotoszyńskie Centrum Bilardowe „Bila” wypełniło się po brzegi. Nic dziwnego: swój koncert zapowiedziała grupa Tandeta Blues Band, znana i lubiana w bluesowym środowisku. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem w „Bili” taką frekwencję – a bywam na koncertach w tym klubie dość często. Na sali pojawili się nie tylko rodzimi sympatycy bluesa, czyli mieszkańcy Krotoszyna. Dojechali fani kapeli również z Rawicza, Ostrowa Wlkp., Kalisza, a nawet Psar, Wrocławia i Górnego Śląska.

Tandeta Blues Band to zespół działający – z dłuższymi i krótszymi przerwami – od lat 80. ubiegłego wieku. Grupa grała na licznych festiwalach w całym kraju, z legendarnym Rawa Blues Festival na czele. Prezentowana była w radiowej „Trójce” oraz w kaliskim Radiu Centrum. Przed czteroma laty wydała bardzo dobrą płytę („Od trzynastej widzę jaśniej”). W ostatnich miesiącach do formacji dołączył Krzysztof Głuch – doskonały klawiszowiec, w przeszłości grający m.in. z Martyną Jakubowicz, Cree, Leszkiem Winderem i Ryśkiem „Skibą” Skibińskim czy Dżemem.

Muzycy z Tandeta BB zagrali w piątek rzetelny, solidny koncert. Wykonali szereg utworów autorskich, ale nadal (jak już zresztą od kilku lat) chętnie sięgają po repertuar zespołu Breakout, czyli numery spółki Tadeusz Nalepa/Bogdan Loebl. Ponieważ muzyczne perełki tego twórczego duetu stały się już standardami polskiego bluesa, stąd były doskonale znane publiczności zgromadzonej w „Bili”. Nic dziwnego, że niektóre utwory słuchacze odśpiewali razem z wokalistą kapeli – Leszkiem Sworowskim.

Wydaje się, że wymienienie drugiej gitary na piano brzmieniowo wyszło „tandeciarzom” na dobre. Skończyło się swoiste gitarowe współzawodnictwo. Teraz widać, jak skutecznie i z jak pozytywnym efektem współpracuje świetny gitarzysta (Tomasz „Simon” Nowakowski) z doskonałym klawiszowcem (Krzysztof Głuch). Gdy dodamy do tego finezyjną, perfekcyjną harmonijkę ustną (Adam Jawień) oraz konsekwentną sekcję rytmiczną (Ryszard „Rico” Rajca na perkusji i Leszek Sworowski na basie), to efekt może być tylko jeden: rodzi się chwytający za serce, pełen dobrych emocji blues.

Występ zakończył się tak, jak często kończą się udane koncerty bluesowe – to znaczy jam session z udziałem przedstawicieli publiczności. W tego typu spontanicznym, improwizowanym, amatorskim graniu chodzi już o coś innego, niż podczas profesjonalnej imprezy. Chodzi mianowicie nie tyle o perfekcyjne granie, ile o wspólną muzyczną zabawę. A ta była przednia…

Wypada jeszcze zaznaczyć, że imprezę wspomógł Krotoszyński Ośrodek Kultury. A także – że gospodarze „Bili” (Ilona i Paweł Galejowie) deklarują, że nadal w „Bili” organizować będą koncerty, w tym bluesowe. Czyli muzyki może nie mainstreamowej, ale na pewno stanowiącej korzenie dzisiejszego popu i rocka.


Widzisz wypadek? Coś cię zaniepokoiło?

Chcesz się czymś pochwalić?
Pisz do nas na: krotoszyn@naszemiasto.pl
lub zostaw nam wiadomość na facebooku

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ania
Bila to bereza. Zlot małolatów na alkoholizację i nie wiadomo co jeszcze. Bez przerwy hałasy po 22 i burdy co jakiś czas.
To ma być krotoszyńskue centrum bilarda? wiocha i tyle
Dodaj ogłoszenie