Kobylin: Czy dawny hotel odzyska blask? –Piłka znajduje się obecnie po stronie urzędników- stwierdza przedsiębiorca

Paweł Krawulski
Paweł Krawulski
Jaki los czeka budynek mieszczący się przy wjeździe na Rynek im. Marszałka Józefa Piłsudskiego?- zastanawiają się obywatele Kobylina. Wszak najstarsi mieszkańcy tego grodu pamiętają hotel restauratora Maxa Guttmanna.

Niestety obiekt ulegał przez lata dewastacji, do której przyczyniały się brak renowacji budynku i upływający niezmienne czas, który odciskał na nim swoje piętno.

Nikt z tym nic nie robił. Wreszcie miasto, właściciel nieruchomości- pozbyło się problemu, sprzedając ją przedsiębiorcy Adamowi Lacherze, właścicielowi firmy ,,Stadnina Koni Dębno”. Ten jednak również nie spieszył się z nadaniem jej nowego wyglądu.
Sytuacja zmieniła się diametralnie w tym roku. W ostatnim czasie mieszkańcy zobaczyli tablicę, na której oprócz danych właściciela zobaczyli informację o inwestycji. „Rozbudowa z przebudową budynku handlowo-usługowo-mieszkalnego wraz z rozbiórką”. Wkrótce zaczęły się roboty rozbiórkowe. Nie doszły one jednak do końca. Wszystko przez pismo, wysłane przez radnego powiatowego Jarosława Kubiaka do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Warto dodać, iż ta nieruchomość znajduje się w rejestrze zabytków.

Pisma, które utrudniają działalność

Te informacje potwierdza sam właściciel. –

To prawda na razie wstrzymano prace, aż do przyjazdu pracowników Powiatowego Inspektoratu Budowlanego w Krotoszynie-

stwierdza Lachera. Przytacza chronologię zdarzeń. Po otrzymaniu pozwolenia na budowę ruszyły prace związane z rozbiórką dachu. Niestety jedna z belek podtrzymująca strop nie wytrzymała. Okazało się, że trzeba rozebrać więcej niż początkowo zakładano.
Lachera podczas telefonicznej rozmowy opowiada jeszcze inną charakterystyczną rzecz. –Mam ciągle problemy z tą nieruchomością. Wczesnej burmistrz Miasta i Gminy Kobylin wysyłał do mnie przynaglające pisma o rozpoczęcie inwestycji. Obecnie konserwator mnie straszy, iż może nałożyć karę za nielegalną rozbiórkę- tłumaczy. Jak się okazuje w grę wchodzi niebagatelna kwota, która może wynieść nawet 500 tyś. zł. Dlatego z wytęsknieniem odliczał czas do czwartku 15 lipca, kiedy to przedstawiciele inspektoratu budowlanego z polecenia konserwatora zabytków, mieli przyjechać i na miejscu zobaczyć jak sprawy się mają. Właściciel na koniec rozmowy opowiada o swojej sytuacji. –

Powiem tak. Takie pismo skierowane do instytucji bardzo utrudnia egzystencje. Jednak może paradoksalnie dobrze się stało-

zamyśla się. Urzędniczkom przedstawi komplet dokumentów i zgód. Ma nadzieję zakończyć ten temat.

Jest jednak zdziwiony reakcją rajcy, który nie szukał z nim kontaktu, tylko od razu zdecydował się na wysłanie zawiadomienia nie znając szczegółów. Docenia jednak fakt, że ma cywilną odwagę. Kubiak nie wysłał anonimowego donosu, lecz się pod tym pismem podpisał.

A jak ma wyglądać przyszłość budynku? Lachera chce postawić dom z prawdziwego zdarzenia. Z zewnątrz ma przypominać znany przed wojną budynek. Co do wnętrza ma wiele propozycji. Chce tu mieć siedzibę: apteka, cukiernia, sklep firmy Rosssman, gabinety rehabilitacyjne. W tym reprezentacyjnym miejscu miasta chce przyjmować lekarz- wylicza. Niemniej też ma tam być miejsce na wynajęcie mieszkań przez ludzi. –

Zastanawiam się czy aby więcej pomieszczeń nie przygotować do tej formy działalności. Myślę, że im więcej takich pism wstrzymujących działalność gospodarczą zostanie wysłane, to zdecyduję się nawet piętro cale przeznaczyć na mieszkania. Następnie je sprzedam nowym właścicielom i pozbędę się problemów. Jednak nie zdecydowałem jeszcze jak ostatecznie rozwiąże tę sprawę

- tłumaczy.

Prawo ma być przestrzegane

O treści pisma informuje rajca Kubiak. Radny powiatowy ze Smolic wspomina, że bodźcem do powiadomienia służb była długa oraz twórcza dysputa odbyta z pewnym mieszkańcem Kobylina. –

Był bardzo zainteresowany losem tej nieruchomości-

stwierdza. Rozmówca rajcy w czasie konwersacji stawiał pytania jak będzie wyglądał ten budynek po renowacji. Ta konwersacja spowodowała, że Kubiak postanowił zbadać sprawę. Wówczas zaczął przyglądać się tej inwestycji. –

Dowiedziałem się, że o ile pozwolenie na budowę jest, to nie ma w nim mowy nic o rozbiórce- mówi, Dlatego powiadomiłem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Do pisma dołączył zdjęcia, pokazujące jak wyglądała ta nieruchomość krótko po II wojnie światowej. Obecnie czeka spokojne na odpowiedz na swoje dylematy.

Rajca podczas konwersacji obala też mit, że wysłanie przez niego dokumentu ma na celu zablokowanie inwestycji. Co więcej jest zupełnie przeciwnie. –

Zaznaczę wyraźnie, że sam budynek straszył wyglądem ostatnimi czasy. Dlatego podkreślam z całą mocą. Nie jestem przeciwny inwestycji. Wszystko musi jednak odbywać się zgodne z obowiązującym w RP prawem

- opowiada. Dementuje pojawiające się w przestrzeni publicznej głosy, że blokada spowodowana jest innymi czynnikami. –

To bzdura

– dodaje krótko.

Tajne kontrole czy obrona zasad RODO?

W oznaczonym dniu na miejsce przyjechała reprezentacja Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Krotoszynie. Na urzędników czekali przedstawiciele inwestora z córką Lachery- Ewą na czele. Niestety urzędniczki na widok mediów zmieniły taktykę. Postanowiły za wszelką cenę nie dopuścić do wpuszczenia na teren przedstawiciela prasy. I to pomimo wcześniejszej rozmowy telefonicznej o tej inwestycji. Co więcej jako powód nie zostały przytoczone względy bezpieczeństwa, wszak jest to teren budowy, lecz jak to uznała urzędniczka obrona praw inwestora. –

Będą podczas kontroli poruszane kwestie drażliwe, w tym kwestie z natury RODO

- mówiła urzędniczka. Zresztą ich przyjazd miał dziś bardzo kurtuazyjny charakter, Podczas wcześniejszej rozmowy Paulina Górska-czyli powiatowy inspektor wskazała, że ich wizyta polegać ma na wizji lokalnej i zebraniu dokumentów.

–Nie wydamy żadnej wiążącej decyzji. Tę podejmiemy dopiero po gruntownej analizie.

Wyraziła też zdumienie zainteresowanemu opinii publicznej tematem, a zwłaszcza rolą inspektoratu w tej sprawie. Przed udaniem się na kontrolę Górska stwierdziła tylko, że wyniki kontroli zostaną podane opinii publicznej w stosownym czasie. Na pytanie kiedy znów nie było odpowiedzi.

–Tego niestety nie możemy określić.

Tym razem na przeszkodzie nie stał obszerny materiał czy ważność sprawy, lecz zainteresowanie medialne.

Sklepowy patriotyzm, to polska specjalność.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie