Ukrainka z Krotoszyna: Wszyscy chętnie idą, bo muszą bronić ojczyzny [FILM Z ŁUCKA]

Łukasz Cichy
Łukasz Cichy
Sytuacja na Ukrainie jest nie tylko dla nas ważna, ponieważ jest to nasz wschodni sąsiad, ale wielu Ukraińców przebywa, mieszka i pracuje na terenie Polski. Przykładem może być pani Natalia, której rodzina przebywa w Łucku, w którym zbombardowano lotnisko wojskowe. Jest to najbardziej wysunięty zbombardowany dotychczas w tej wojnie punkt na zachodzie.

Od wczesnych godzin, od czwartku 24 lutego trwa inwazja Rosji na Ukrainę. Walki toczą się nie tylko w rejonach donieckim i ługańskim, ale w wielu częściach Ukrainy. W Polsce głośno jest o terytoriach bardzo bliskich, jak Łuck w okolicach Lwowa. Dotychczas był to najbardziej wysunięty rejon bombardowań na zachód. Strona ukraińska poinformowała o ataku na pobliskie lotnisko.

W Krotoszynie mieszka i pracuje pani Natalia pochodząca właśnie z Łucka, której dwójka młodszych dzieci już trafiła do Polski, jednak jej najstarszy syn, 17-letni Vladislav pozostał na Ukrainie i nie zamierza opuszczać tego miasta, ze względu na dziewczynę.

- Dziecko siedzi na Ukrainie, a zaczynają tam bomby zrzucać. Oczywiście, że wszyscy są wystraszeni. Serce pęka - powiedziała nam Ukrainka.

Niestety ciężko jest z łącznością, ale to właśnie od syna pani Natalia dowiedziała się o atakach na to miasto i sytuacji tam panującej.

- Nie wiem, co u rodziny. Na razie nie mam informacji. Wiem, że było ciężko. Zadzwonił syn i mówił, że o ok. 4:00 zaczęli zrzucać bomby i szyby zaczęły się trząść. Jego kobieta mieszka w akademiku. To jest miasto Łuck. Znajduje się ok. 86 km od granicy Polski, a ok. 130 km od Lwowa. I ta kobieta mieszka w akademiku i u nich szyby powybijało od tej bomby. I on już w nocy schował się pod łóżko, bo bał się, że też szyby w mieszkaniu mogło powybijać, bo bardzo głośno było. Na razie jest cisza. Wszyscy czekają. Bardzo dużo rodzin wysłało dzieci i kobiety na granicę, gdzie są teraz straszne kolejki. Ciężko paliwo kupić. Wszyscy rzucili się tankować samochody, żeby wyjechać - dodała pani Natalia.

Od domu syna pani Natalii wspomniane lotnisko znajduje się ok. 4-5 kilometrów. Lotnisko jest za miastem, ale są tam też parcele prywatne. Samo miasto nie ucierpiało i nie było ofiar, tylko szyby się posypały.

- Nikt się tego nie spodziewał, bo to jest zachodnia Ukraina. Myśleliśmy, że będą walczyć na wschodzie, ale nikt nie myślał, że to dotknie zachodnią Ukrainę. Nie mam takich znajomych, którzy by uciekli. Oni wszyscy tam zostają w obronie terytorialnej, chłopacy. Mój brat od razu powiedział, że nie ma szans, żeby wyjechał, on będzie w obronie i pójdzie na wojnę. Będzie bronił kraju. Nie ma szans, żeby wyjechać – dodała pani Natalia.

Nie można tego powiedzieć o reszcie mieszkańców.

- Ogromne kolejki są na granicy. Wyjeżdżają dzieci i kobiety. Dzisiaj [24 lutego - red.] do 24:00 w nocy będzie można wyjechać jeszcze chłopakom, ale od jutra już przestaną wypuszczać chłopaków. Wczoraj od mojej siostry znajomy pomagał na budowie, a dzisiaj już jest pod Ługańskiem. I nie mówią, że nie chcą. Jakby wszyscy chętnie idą, bo muszą bronić ojczyzny – zakończyła Ukrainka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na krotoszyn.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie