Lekarz Maciej R. Hoffmann: Koronasceptycyzm jest podświadomą reakcją obronną na zagrożenie, lęk i niepewność

Łukasz Cichy
Łukasz Cichy
Maciej R. Hoffmann, lekarz rodzinny Łukasz Cichy
-Nie będę jednak przekonywał koronasceptyków. Próbowałem, ale już wiem, że to są ludzie niereformowalni, podobnie jak antyszczepionkowcy. Wierzą w internecie w każdy wpis, który potwierdza ich spiskową teorię dziejów – tłumaczy w rozmowie z Łukaszem Cichym, Maciej R. Hoffmann, lekarz rodzinny z Krotoszyna.

Notujemy wzrost zachorowań na koronawirusa. Padają rekordy w Polsce i w powiecie krotoszyńskim. W ostatnim tygodniu zachorowało u nas 199 osób, tydzień wcześniej - 152 osoby. Jednak nadal jest i chyba powiększa się grupa tzw. "koronasceptyków", dlatego zapytam wprost: Pandemia czy plandemia? Jak uważasz?

Uważam, że jednak ewidentnie pandemia. Koronasceptycy nie rozumieją, że pomimo w większość łagodnego przebiegu Covid-19 część pacjentów przechodzi jednak tę chorobę bardzo ciężko i wymaga hospitalizacji. Im więcej wszystkich nowych przypadków, tym więcej chorych zagrożonych zgonem. To normalna, matematyczna prawidłowość. Nie należy kierować się poglądem: „E tam, chwilowa utrata węchu i/lub smaku to nic takiego". Należy myśleć: „Skoro gwałtownie rośnie liczba wszystkich nowych przypadków, to w tym rośnie także ilość tych ciężkich". Drugi, mnie osobiście bardzo irytujący, argument antykowidowców brzmi: „Jak choroba może być bezobjawowa? Nie ma takich chorób". Ta argumentacja wynika z ignorancji, z bezmyślnego powtarzania kwestii przeczytanych w internecie. Gdyż jest dokładnie odwrotnie: znamy sporo bardzo poważnych schorzeń, które długo mogą przebiegać bezobjawowo. Sztandarowe 2 przykłady: zakażenie HIV czy wirusowe zapalenia wątroby. Kiedy pytam oponenta: „A chciałbyś mieć przetoczoną krew od nosiciela HIV, który wcale nie ma jeszcze objawów AIDS?" nie słyszę z reguły żadnej odpowiedzi...

Od pierwszego zakażenia w Polsce minęło już ponad 7 miesięcy. Zakaziło się ponad 130 tys. osób, z czego ponad 3 tys. zmarło. Głównym argumentem antykowidowców jest niska śmiertelność, a wyższa np. na grypę, czy inne choroby. Czy rzeczywiście nie jest to zwykła panika? Czy może zapobiegliwość przeciwko nowej chorobie?

W przeciwieństwie do wirusa grypy wirus SARS-CoV-2 nie jest przez badaczy i lekarzy do końca poznany. Czyli, niestety, wciąż jest nieprzewidywalny. Istnieje coraz więcej dowodów choćby na to, że nawet łagodny przebieg Covid-19 może po jakimś czasie owocować poważnymi ubytkami w organizmie. W dodatku SARS-CoV-2 daje - przynajmniej obecnie - znacznie krótszą odporność, niż przechorowanie innych schorzeń wirusowych. Prawdopodobnie przeciwciała wywołane zainfekowaniem przez koronawirusa utrzymują się we krwi znacznie krócej, niż w przypadku np. grypy. Na całym świecie - także w Polsce, konkretnie w Bytomiu - odnotowano przypadki pacjentów, którzy zachorowali po raz drugi. Nie jesteśmy w tym momencie w stanie prognozować, jak to drugie zachorowanie może przebiegać. Mówiąc krótko: ja osobiście wyznaję zasadę, że lepiej dmuchać na zimne niż się oparzyć. Szczególnie, gdy w grę wchodzi ludzkie życie...

Koronawirus w Krotoszynie. 41 osób w kwarantannie! Ponad 40 ...

Przy zwiększonych zaostrzeniach pojawiają się dwa poglądy. Niektórzy chcą większych obostrzeń z powodu zwiększonej ilości zakażeń, inni chcą totalnej wolności, co w konsekwencji może poskutkować zakażeniem wszystkich. Jak może się skończyć taki scenariusz? Czy zakażenie całego kraju nie spowoduje, że uodpornimy się na tego wirusa? Jaki masz pogląd na ten temat?

Ta druga opcja, czyli z „totalną wolnością", to model szwedzki. Zakłada, że społeczeństwo nabędzie tzw. odporność stadną. Ten pogląd budzi u mnie dwie podstawowe wątpliwości. Po pierwsze: jak wspomniałem okazuje się, że niekiedy odporność nabyta przez pacjenta po przechorowaniu Covid-19 trwa bardzo krótko. Co oznacza, że owa zakładana odporność stadna, zbiorowa, też nie będzie trwała. Natomiast koszty jej nabycia mogą być bardzo wysokie - i to jest właśnie ta druga moja wątpliwość, dla mnie podstawowa i zasadnicza. Otóż ponad 80% osób umierających z powodu Covid-19 (lub innych schorzeń, dla których Covid-19 jest „zapalnikiem") to pacjenci starzy i/lub bardzo schorowani. Zgadzając się na wprowadzenie „totalnej wolności" zgadzamy się jednocześnie na to, że tę słabszą część społeczeństwa po prostu poświęcamy. Poświęcamy dla - niepewnego zresztą, jak wspomniałem powyżej - dobra ogółu. Dla mnie jest to nie do przyjęcia. Porównywanie Polski i Szwecji jest poza tym manipulacją - a to ze względów demograficznych. Szwecja to kraj znacznie większy od Polski - jego powierzchnia wynosi ponad 450 tys. km², podczas gdy powierzchnia naszego kraju to zaledwie nieco ponad 312 km². W tej dużej Szwecji mieszka zaledwie nieco ponad 10 mln ludzi, podczas gdy w znacznie mniejszej Polsce - aż ponad 38 mln. Jest oczywiste, że gęstość zaludnienia ma wpływ na przebieg każdej epidemii; w tym wypadku nasz kraj w porównaniu ze Szwecją stoi na znacznie gorszej pozycji. Nie wierzę, że założenia modelu szwedzkiego poprą seniorzy i pacjenci ciężko chorujący przewlekle. Czyli owo potencjalne, przepraszam za dosłowność, „mięso armatnie". Uważam, że jakakolwiek metoda, która zakłada możliwość śmierci choćby jednego człowieka, jest niehumanitarna i nieetyczna. Dlatego popieram procedury zalecane przez ekspertów WHO.

Zauważyłem, że ludzie w przypadku zakażeń w pierwszej kolejności boją się kwarantanny i lęku przed zamknięciem w domu. Później lęku przed zarażeniem bliskich seniorów, a dopiero na końcu martwią się o swoje zdrowie. Czy ich hierarchia ich obaw jest słuszna? Jak widzisz to na postawie swoich pacjentów?

Ja też zauważyłem u moich pacjentów (przynajmniej u ich części) tworzenie takiej właśnie hierarchii, jak stwierdziłeś. Ja proponuję inne zaszeregowanie kolejności tych obaw. Pacjenci młodsi i zdrowi powinni bać się po pierwsze - o swych starszych i schorowanych znajomych i krewnych, z którymi miewają kontakt. Na drugim miejscu powinien znaleźć się strach o samego siebie. A dopiero na końcu - obawa przed izolacją czy kwarantanną. Natomiast pacjenci chorujący na jednostki przewlekłe oraz ci 65+ powinni najbardziej bać się o siebie; na drugim miejscu - o zdrowie swych najbliższych; i znów: na końcu o kwarantannę czy izolację.

Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że noszenie maseczek przez dwie strony, w przypadku jednego chorego zmniejsza mocno ryzyko zakażenia. Inni twierdza, że maseczki nic nie dają, bo jak ktoś ma się zarazić to i tak się zarazi. Jaka jest najbezpieczniejsza metoda by się nie zarazić oraz czy to nie kolejny argument antykowidowców?

Trzeba jasno podkreślić: argumenty antykowidowców typu „Ja się nie boję, więc nie będę się chronił maseczką, najwyżej zachoruję" to po prostu dowód na zwykłą ignorancję. Maseczka wcale nie ma chronić tego, który ją nosi! Ma ona chronić jego otoczenie, chronić przed nim - na wypadek, gdyby był on bezobjawowym lub skąpoobjawowym nosicielem. Unikanie noszenia maseczki nie jest zatem dowodem na odwagę i na poczucie wolności, tylko świadczy o totalnej niewiedzy i o zwykłym egoizmie. Każdy ze znanych mi autorytetów twierdzi, że najbezpieczniejszym sposobem na rozwój epidemii jest połączenie trzech elementów: maseczek, dystansu społecznego oraz mycia i dezynfekcji rąk. Są różne zdania różnych badaczy na to, który z tych 3 elementów jest najważniejszy. Przyjmijmy zatem, że istotne są wszystkie po równo.

Koronawirus nie odpuszcza w powiecie krotoszyńskim [ZDJĘCIA]

Aargumenty antykowidowców typu „Ja się nie boję, więc nie będę się chronił maseczką, najwyżej zachoruję" to po prostu dowód na zwykłą ignorancję. Maseczka wcale nie ma chronić tego, który ją nosi! Ma ona chronić jego otoczenie, chronić przed nim - na wypadek, gdyby był on bezobjawowym lub skąpoobjawowym nosicielem - Maciej R. Hoffmann

Koronasceptycy często piszą, że media kłamią. Pomijam, że wszystkie media opierają się na danych z Ministerstwa Zdrowia, urzędów wojewódzkich, czy lokalnych sanepidów. Twierdzą, że dostajemy za to pieniądze. Nie ukrywam, że naszą rolą jest informowanie ludzi i jest to nasza praca, jednak zdecydowanie wolałbym cofnąć się w czasie o rok, jeździć po imprezach, spotykać się i dyskutować z ludźmi, rozwiązywać ich problemy, czy skupiać się na pracach samorządów. Jednak zarzuty padają także pod adresem lekarzy. Czy Wy, jako lekarze, dostajecie pieniądze za „straszenie" ludzi? Jak mógłbyś przekonać koronasceptyków?

Zgadzam się z Tobą, że rolą rzetelnego dziennikarza jest podawanie ludziom prawdy i wiedzy. Taka jest także powinność lekarza. Stąd będę nadal tłumaczył ludziom otwartym na wiedzę różne niuanse medyczne. Nie będę jednak przekonywał koronasceptyków. Próbowałem, ale już wiem, że to są ludzie niereformowalni, podobnie jak antyszczepionkowcy. Wierzą w internecie w każdy wpis, który potwierdza ich spiskową teorię dziejów. A internet jest teraz pełen koronasceptycznych fake-newsów: „Anonimowy ratownik opowiada..." , „Lekarz chcący zachować anonimowość twierdzi...", „Anonimowa pielęgniarka ze szpitala ujawnia..." etc. Nikt myślący trzeźwo w to nie uwierzy. A ja przeczytałem kilka takich wypocin i wierz mi - to nie były wypowiedzi medyków.... Mój znajomy psycholog twierdzi, że koronasceptycyzm jest podświadomą reakcją obronną na zagrożenie, lęk i niepewność. Może coś w tym jest... Co do Twojego pytania o to, czy my, lekarze, zarabiamy na rzekomym straszeniu ludzi - nie, nie mamy z tego żadnych profitów. Ale ten zarzut nie jest dla mnie żadną nowością. Antyszczepionkowcy od lat bredzą o tym, że namawiamy do szczepień, bo opłacają nas koncerny produkujące szczepionki. Przyzwyczaiłem się, spływa to po mnie. W dodatku podnosi mnie na duchu to, że wielu moich pacjentów prezentuje zdrowy rozsądek i dystans. Widzę to choćby w ich wypowiedziach w internecie.

Co do Twojego pytania o to, czy my, lekarze, zarabiamy na rzekomym straszeniu ludzi - nie, nie mamy z tego żadnych profitów. Ale ten zarzut nie jest dla mnie żadną nowością. Antyszczepionkowcy od lat bredzą o tym, że namawiamy do szczepień, bo opłacają nas koncerny produkujące szczepionki. Przyzwyczaiłem się, spływa to po mnie. W dodatku podnosi mnie na duchu to, że wielu moich pacjentów prezentuje zdrowy rozsądek i dystans - Maciej R. Hoffmann

Jak widać, czasy są coraz bardziej niepewne, również w powiecie. Koronawirusa wykryto w szkołach, Domu Pomocy Społecznej w Baszkowie, a nawet u pracowników Urzędu Miejskiego w Krotoszynie. Zakażenie nie omija osób ważniejszych, jak choćby naszego starosty. Nie ma wątpliwości, że nadeszła druga fala. Jak ją przetrwać? Czy z koronawirusem da się żyć? Czy obostrzenia powinny być zwiększone?

Obserwując na co dzień to, co się dzieje, mam nieodparte wrażenie, że wszelkie obecne poczynania naszych władz to po prostu radosna prowizorka, działania wymyślane na bieżąco. I rodzi się bałagan... Wydawane zalecenia są niekiedy absurdalne, nawet sprzeczne ze sobą, pozbawione logiki, a nawet śmieszne (a może raczej: żałosne). Lepiej byłoby - zamiast myśleć nad kolejnymi obostrzeniami - dopilnować, żeby obecne były sensowne. Dla przykładu: mamy zakaz organizowania dużych imprez - ale jednocześnie nie zostało zamknięte miejskie targowisko. Lokale są stale czynne - co prawda do 22:00, ale kto powiedział, że koronawirus atakuje tylko nocą? Nadal też nie rozumiem, w czym są bezpieczniejsze wesela na 50 osób od tych na 75 czy 150 osób? Przecież zawsze mamy do czynienia z beztroskim tłumem rozbawionych ludzi, po alkoholu na pewno nie myślących o dystansie społecznym. Wprowadza się handlowe godziny dla seniorów, żeby nie kontaktowali się z ewentualnymi młodymi nosicielami - ale jednocześnie ci sami seniorzy mają prawo robienia zakupów także poza tymi godzinami. To po co w ogóle te „seniorskie godziny"? Mógłbym tak wymieniać długo, przedstawiając również absurdy i paradoksy z naszego, ściśle medycznego podwórka. Odpowiadając jednak na Twoje pytanie: myślę, że z koronawirusem nie tylko można, ale wręcz trzeba nauczyć się żyć, wszakże pod jednym warunkiem: władza musi mieć profesjonalny, przemyślany plan na epidemię. A tego planu nie widać. Zmarnowano wiele miesięcy. A o ile „Wielka improwizacja" Mickiewicza budzi zachwyt, o tyle wielka improwizacja polskich władz wywołuje niesmak i rozczarowanie.

Dziękuję za rozmowę

Myślę, że z koronawirusem nie tylko można, ale wręcz trzeba nauczyć się żyć, wszakże pod jednym warunkiem: władza musi mieć profesjonalny, przemyślany plan na epidemię. A tego planu nie widać. Zmarnowano wiele miesięcy - Maciej R. Hoffmann

Pierwsze potwierdzone przypadki koronawirusa wśród pracowników Urzędu Miejskiego w Krotoszynie

Pierwsze potwierdzone przypadki koronawirusa wśród pracownik...

Źródło: STORYFUL/x-news

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xyz

Świetna rozmowa, proste, zrozumiałe argumenty. Takich wypowiedzi nieraz brakuje. Zgadzam się z wypowiedzią pana doktora w każdym aspekcie. I niestety zgadzam się również, że z antycovidowcami nie da się rozmawiać, ich nic nie przekona, a jedyne "argumenty", które do nich trafiają to te, które są zgodne z ich poglądami.

Dodaj ogłoszenie