51-letni chirurg z krotoszyńskiego SOR-u ponownie w ogniu krytyki mediów [FOTO]

Wiesław Zdobylak
Chirurg Robert S. w trakcie rozmowy z dziennikarzem programu Uwaga! TVN24 ws. incydentu z ranną 4-letnią dziewczynką z Mokronosu
Chirurg Robert S. w trakcie rozmowy z dziennikarzem programu Uwaga! TVN24 ws. incydentu z ranną 4-letnią dziewczynką z Mokronosu Kadry z materiału TVN
Znany krotoszyński chirurg i specjalista medycyny ratunkowej Robert S. znów stał się obiektem krytyki ze strony ogólnopolskich mediów. Tym razem w programie Uwaga! TVN24 zarzucono mu, że całkowicie zignorował ciężką ranę 4-letniej Marysi Mocydlarz z Mokronosu (gmina Koźmin Wlkp., powiat krotoszyński), która kilka tygodni temu podczas spaceru z matką spadła z hulajnogi i poważnie rozcięła sobie wargę.

W środę 8 listopada o godz. 19.50 telewizja TVN24 nadała kolejny reportaż w ramach demaskatorskiego programu Uwaga! Niestety, po raz kolejny, drugi raz w tym roku, negatywnym bohaterem reportażu okazał się znany i ceniony chirurg i specjalista medycyny ratunkowej zatrudniony na kontrakcie w krotoszyńskim Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Robert S., 51-letni lekarz z 25-letnim stażem.

Tym razem poszło o wypadek, jakiemu uległa pod koniec lata 4-letnia Marysia Mocydlarz z Mokronosu w gminie Koźmin Wlkp. Została ona przyjęta na krotoszyński SOR po upadku z hulajnogi, w wyniku czego ciężko zraniła się w wargę. Niestety, dyżurujący w tym dniu doktor Robert S. całkowicie zignorował charakter obrażeń (otwarta rana twarzy) i polecił przemywać ją... rumiankiem (!). Takie potraktowanie rannej dziewczynki zbulwersowało jej matkę, Sylwię Mocydlarz. -- Dziecko zabraliśmy z SOR-u w Krotoszynie i po konsultacji z lekarzem rodzinny przewieźliśmy ją do szpitala w Ostrowie Wlkp., gdzie została przyjęta na oddział chirurgii dziecięcej, gdzie pod okiem doktora Witolda Miaśkiewicza została pod narkozą zoperowana. Założono jej aż 9 szwów. Nie rozumiem, dlaczego doktor Robert S. tak obojętnie podszedł do tej tragedii -- mówiła matka dziewczynki do kamer telewizji TVN24.

Jak już wspomnieliśmy, Robert S. w centrum (nomen omen) uwagi znalazł się po raz kolejny. Zimą tego roku sanitariusze z prywatnej firmy medycznej Falck! potajemnie nagrali krotoszyńskiego lekarza, który przez kilka godzin nie chciał przyjąć gorączkującego pacjenta Domu Pomocy Społecznej z powiatu gostyńskiego na oddział ratunkowy. Koniec końców znalazł się on pod opieką lekarzy i wyzdrowiał, ale niesmak pozostał. W ramach konsekwencji służbowych doktor S. został pozbawiony funkcji wiceordynatora SOR, ale przełożeni uznali, że zasady sztuki medycznej nie zostały złamane. No, może zabrakło empatii.
Ponownie doktor S. przypomniał o sobie późną wiosną, kiedy kazał czekać na korytarzu również kilka godzin sześćdziesięcioparoletniej pacjentce ze stomią.

Teraz miara się przebrała. - Doktor Robert S., z tego co wiem, ma podpisany kontrakt do końca roku. Oczekuję, że dyrekcja tej umowy już nie przedłuży - powiedział reporterowi TVN24 starosta krotoszyński Stanisław Szczotka. Podobnie uważa dyrektor krotoszyńskiego SPZOZ Krzysztof Kurowski. - Za dwa miesiące kończy się temu lekarzowi umowa. I nie ma planów, aby ją przedłużać, ale nie ma też podstaw jej wypowiedzenia. Zasady sztuki medycznej nie zostały naruszone ani złamane – stwierdza kategorycznie Krzysztof Kurowski, którego w tej decyzji i ocenie w pełni popiera wicedyrektor SPZOZ ds. medycznych Mieczysław Pełko.

Efektem nakręcenia, a w końcu emisji bulwersującego reportażu jest odsunięcie Roberta S. od pracy na oddziale ratunkowym. Teraz jest on członkiem zespołu wyjazdowego karetki pogotowia.

Wypada się zastanowić, co sprawiło, że znany lekarz wpadł w takie kłopoty. Czy to syndrom wypalenia zawodowego, czy też typowe dla tego zawodu zobojętnienie na los cierpiących pacjentów, brak empatii i zgubna rutyna.

+++

Wideo

Dodaj ogłoszenie