Lekkomyślność w pierwszej połowie meczu, frustracja w drugiej, wygrana w ostatnich minutach – to najkrótsza ocena czwartkowego spotkania Lecha Poznań z Club Brugge, które miało wyglądać zupełnie inaczej.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Lekkomyślność w pierwszej połowie meczu, frustracja w drugiej, wygrana w ostatnich minutach – to najkrótsza ocena czwartkowego spotkania Lecha Poznań z Club Brugge, które miało wyglądać zupełnie inaczej. Sławomir Peszko zapewnił kibicom spokojne noce przed rewanżem w Belgii i uratował kolegów przed kolejną porażką  we Wronkach.

W zeszłym sezonie Kolejorz często fundował kibicom boiskowe horrory. Wystarczy przypomnieć mecz z Austrią Wiedeń ze zwycięską bramką w ostatnich sekundach. Czwartkowy mecz we Wronkach, mimo że bramka padła w ostatniej minucie doliczonego czasu, nie przypominał spotkań z zeszłego sezonu. – Mecz wyglądałby inaczej, gdybyśmy grali przy Bułgarskiej – powiedział Ivan Djurdjevic.
  Stadion we Wronkach, to baza treningowa Lecha i piłkarzom kojarzy się bardziej z przedsezonowymi zgrupowaniami. Może dlatego lechici przez pierwszą połowę meczu z FC Brugge grali jakby był to kolejny sparing, a nie mecz.

– W pierwszych 45 minutach zagraliśmy lekkomyślnie. Mam nadzieję, że w następnych meczach już nie tylko wynik będzie dobry, ale i gra – deklarował Robert Lewandowski.
Kolejorz, który w polskiej ekstraklasie może pozwolić sobie na swobodne prowadzenie gry, trafił tym razem na drużynę z wyższej półki.

– Brugia jest klasowym zespołem, było to widać przede wszystkim w pierwszej połowie meczu – tłumaczył po spotkaniu Bartosz Bosacki.

Po wylosowaniu FC Brugge wszyscy cieszyli się, że lechici trafili właśnie na Belgów. Rywala nie lekceważono, ale Lech był faworytem dwumeczu. To zaszkodziło. Z jednej strony piłkarze byli zbyt pewni siebie, z drugiej odczuwali większą presję, bo musieli pokazać, że słusznie są uważani za drużynę lepszą.

– Mecz zaczęliśmy dość nerwowo. Każdy bał się brać odpowiedzialność na swoje barki – stwierdził Tomasz Bandrowski.
Sztab belgijskiej drużyny dobrze rozpracował grę Lecha. Świetne zorganizowanie Belgów w środku pola sprawiło, że ani Semir Stilic, ani Tomasz Bandrowski nie mogli znaleźć dość miejsca, by podawać piłki do kolegów ze skrzydeł. Widać brak Rafała Murawskiego.


Więcej w dzisiejszym wydaniu Polska Głos Wielkopolski, lub www.prasa24.pl

Wiadomości Poznań, Wydarzenia Poznań

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!